Orkiestra Dęta Zespół Szkół Elektrycznych im. Tadeusza Kościuszki w Opolu
65-lecie działalności artystycznej Orkiestry Dętej ZSE w Opolu (2026)
PlayPause
previous arrow
next arrow
 
Szanowni Państwo, Szanowni Orkiestranci,
Zapraszamy do opisywania w formie wspomnień swój czas spędzony w orkiestrze. Będziemy je publikować na tej
stronie w ramach Jubileuszu 65-lecia ODZSE w 2026 roku.

Zainteresowanych prosimy o przesyłanie materiałów na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Przemysław Ślusarczyk - dyrygent orkiestry

 

Wiesław Kotlicki, klarnet 2, 1959-1962, Państwowa Pomaturalna Szkoła Techniczna (PST)

Jestem zaskoczony, że właśnie o działalności Orkiestry w latach 1959-62 nie ma w Technikum żadnych materiałów. Nie wiem jak działała orkiestra po roku 1962. Gdy pierwszy raz zobaczyłem Orkiestrę we wrześniu 1959 to była dość skromna. To co się działo przez następne trzy lata, to mogę nazwać dynamicznym rozwojem. Przypominała mały bigband. Profesor Polak narzekał, że nie ma pełnego składu, bo miał mnóstwo partytur na większą orkiestrę. Chyba otrzymywał je z zagranicy. Profesor mieszkał na Górce koło kościoła NMP.

Najczęciej występowaliśmy w składzie:
akordeon (Henryk Kukowka TE)
fortepian
skrzypce (Urszula Pikulicka TE)
trąbka 1 (Franciszek Szmidt ZSZ)
trąbka 2
klarnet 1 (Tadeusz Kucharski TE)
klarnet 2 (Wacław Kotlicki PST)
puzon (Horst Baron ZSZ)
gitara (Jerzy Kiełbasa ZSZ)
kontrabas
perkusja
wokalistka (Stanisława Jakubczak ZSZ)

Niekwestionowanym liderem zespołu był akordeonista Henio Kukowka (i to wcale nie z racji swego imponującego wzrostu). Konferansjerem był Zygmunt Kowalczyk. To były czasy, gdy w ciągu roku było mnóstwo różnych uroczystości w różnych przedsiebiorstwach, w szkołach. Nasza orkiestra była zapraszana do realizacji oprawy muzycznej tych imprez [...].

Po roku 1962 nigdy nie byłem w Opolu. Nie kontaktowałem się z nikim z Orkiestry. W Opolu uczyłem się w latach 1959-62 w pomaturalnej Państwowej Szkole Technicznej (PST) o kierunku pomiary przemysłowe i automatyka. Szkoła ta działała w budynku Technikum Elektrycznego. Założył ją dr Aleksy Kryłów. Moja klasa 1959-62 była pierwszą klasą którą wypuściła w świat PST. Ja pochodzę z Piotrkowa Tryb. Po ukończeniu PST dostałem pracę w Zakładach Automatyki Przemysłowej w Ostrowie Wlkp i tu mieszkam do dziś. [...] Czasem w Technikum na korytarzach w gablotkach, na gazetkach ściennych można było zobaczyć zdjęcia naszej orkiestry "w akcji" na jakiejś uroczystości. O ile sobie przypominam, to na korytarzach szkolnych były wywieszone "tabla" z absolwentami z poszczególnych roczników. [...]

16.02.2008

 

Marcin Alberski (Albercik), trębacz, puzonista, 1999-2004 - technik-elektronik, systemy i sieci komputerowe, obecnie psycholog

Ponad 21 lat temu, kończąc naukę w technikum - opolskim "Elektryczniaku", żegnałem się też z orkiestrą dętą, która założona przy ZSE, dumnie reprezentowała szkołę także w okresie mojej edukacji, kultywując wieloletnią tradycję. W tamtym okresie w orkiestrze zaszły, moim zdaniem, znaczące zmiany. Z powodu śmierci nauczyciela i dyrygenta, śp. pana Stanisława Daszkiewicza, zaistniała potrzeba znalezienia nowego, "odpowiedniego" kandydata do poprowadzenia zespołu. "Odpowiedniego", ponieważ skład orkiestry stanowili uczniowie, w związku z tym nowy dyrygent musiał sprostać nie tylko zadaniom stricte muzycznym, ale również pedagogicznym. Pamiętam pierwszego kandydata - pana w podeszłym wieku, który przyszedł na jedną z naszych "prób" i pierwszym zdaniem, które skierował do młodych ludzi, było: "Panowie, ja nie przywykłem się wstydzić". Dzisiaj jako psycholog i pedagog uważam, iż słowa te były totalnym faux pas, ze strony kandydata na stanowisko orkiestry młodzieżowej. Nie tak powinno wyglądać nasze pierwsze spotkanie. Będąc uczniami nie wiedzieliśmy z jakich powodów, ale niedługo później pojawił się inny dyrygent - młody, pogodny człowiek - Pan Przemysław Ślusarczyk. Stosunkowo szybko został "zaakceptowany" przez członków orkiestry. Dał się poznać jako osoba słowna, dowcipna, dobry menadżer, ale też człowiek, z którym można było porozmawiać, nie tylko o nutach i planowanych koncertach. Z perspektywy czasu uważam, że był to kandydat idealny. Pan Przemysław wzbogacił bardzo repertuar orkiestry. Do marszowych szlagierów dołączone zostały utwory muzyki rozrywkowej - bardziej i mniej znanej. Sprawiło to, że z większym entuzjazmem, jako muzycy, podchodziliśmy do gry. Wzrosła motywacja i radość ze wspólnego koncertowania. Ponieważ Pan Ślusarczyk należał, jak mi się wydawało, do tych osób, które znają różne osobistości i potrafią zorganizować czy "załatwić" to i owo, orkiestra miała np. przyjemność nagrać ścieżkę dźwiękową do spektaklu teatralnego "Damy i Huzary", jako muzycy udzielaliśmy wywiadów m.in. dla Radia Opole (było bardzo wesoło i dowcipnie), braliśmy udział w jeszcze większej ilości imprez kulturalnych i uroczystości. Pan Przemysław nie tylko nuty "załatwiał", ale też sam komponował utwory oraz aranżacje. W repertuarze mieliśmy też jeden marsz skomponowany przez naszego kolegę z zespołu. Co roku, na feriach, odbywały się tygodniowe warsztaty muzyczne, które sponsorował ZSE. Warsztaty opisywaliśmy później w felietonach, dlatego że był to czas dobrze spędzony, budował więzi koleżeńskie, scalał i integrował całą orkiestrę.    

Dzisiaj, mając już rodzinę, i 36 wiosen na karku, przyglądam się pamiątce jaką dostałem od ZSE w podziękowaniu za udział w orkiestrze. Marmurowy laur z nutami na pięciolinii i dedykacją. Przez minione lata śledziłem losy orkiestry, a w głowie piętrzyły się różne przemyślenia. Np. to, że czas mija, a Pan Przemysław Ślusarczyk nadal prowadzi Orkiestrę ZSE, ale nie tylko - również Orkiestrę Politechniki Opolskiej, która powstała z jego inicjatywy. Czasem w lecie zza okna słyszę dźwięki wydobywające się z instrumentów dętych - wychodzę na balkon, a po Odrze płynie barka z muzykami na pokładzie - "O! Orkiestra ZSE nadal koncertuje!". Z internetu i regionalnych  serwisów informacyjnych wiem, że Pan Ślusarczyk stworzył również "Opolski Ekspres dęty" - uczniowie grali w pociągach osobowych dla pasażerów, ale i na stacjach różnych miejscowości województwa opolskiego promując  w ten sposób i zachęcając do nauki w Zespole Szkół Elektrycznych w Opolu. W ramach akcji "Muzyka na zamku" - orkiestra występowała również na "czerwonych dywanach" zamków opolskich. O różnych newsach dowiaduję się też od samego Dyrygenta, ponieważ nadal utrzymujemy kontakt. Gdy przed laty poznawałem swoją żonę, musiałem, po prostu musiałem zaprosić ją na koncert orkiestry, w której niegdyś grałem! Było to również spotkanie po latach z Dyrygentem. Takie spotkania są bardzo niezwykłe, miłe i sentymentalne. 

Ostatnio Pan Przemysław wysłał mi wiadomość o 60-leciu orkiestry, które mija właśnie w tym roku. Na stronie orkiestry można znaleźć materiały archiwalne, zdjęcia sprzed lat, przygotowane specjalnie z okazji jubileuszu. Była to kolejna okazja do rozmowy. Powiedziałem mojemu byłemu Dyrygentowi kilka słów na temat swoich luźnych przemyśleń. Orkiestra szkolna bowiem, nie tylko spełnia funkcję reprezentacyjną placówki edukacyjnej. Grają w niej ludzie młodzi, a nie muzycy z filharmonii. Nie otrzymują za to pieniędzy, ale uczestnicząc dobrowolnie w takich zajęciach, mają okazję realizować się, swoje pasje, improwizować, grać dla innych, otrzymywać za to poklask i uznanie, co wpływa na ich poczucie wartości. Zaspokajają potrzebę przynależności do grupy, w tak trudnym okresie, jakim jest dorastanie. Zamiast błąkać się po ulicach, klubach, próbować używek i angażować się w niebezpieczne i często stojące poza prawem czynności, oni grają - robią coś konstruktywnego dla siebie i innych. Uczą się współpracy, jak nigdzie indziej. Razem przeżywają niezwykłe chwile, dzielą się problemami, wspierają np. przez humor i dowcip. Myślę, że w tym miejscu nie będzie frazesem stwierdzenie, że "orkiestra również wychowuje".

Miasto bez orkiestry, to miasto obumarłe. Takie mam wrażenie. Tak jak dzwony w kościele, które dają nam poczucie, że miasto żyje, że coś się tu dzieje, tak dźwięki orkiestry na wolnym powietrzu (obok innych wydarzeń i instytucji kultury) ożywiają społeczność lokalną, pomagają umacniać poczucie tożsamości z ojczyzną lokalną. "Tak grają w Opolu, w moim mieście!"

Dlatego z perspektywy czasu doceniam bardzo to, co w dziedzinie animacji kultury i społeczności lokalnej nie tylko miasta Opola, ale i województwa opolskiego, robi Pan Przemysław Ślusarczyk.  Wg mnie jest to postać niezastąpiona, a za całość działalności kulturalnej należą się naszemu Dyrygentowi gorące podziękowania! Tak trzymać Panie Przemku! I niech gra muzyka!

15.01.2021